Jestem fanem muzyki deathmetalowej, ale nawet z perspektywy jej fascynata spokojnie mogę stwierdzić, że przeżywa ona pewien kryzys. Dzisiejsza scena tego gatunku raz po raz częstuje słuchacza setkami zakochanych w Sztokholmie klonów Dismember i Entombed. Jeśli z kolei ktoś woli słoneczne USA od Szwecji, to dostanie kserokopię dokonań Morbid Angel, Death bądź Immolation. Skoro o Death mowa, nietaktem byłoby pominięcie technicznej frakcji death metalu, gdzie stanowczo za duża ilość nut wcale nie dodaje kompozycjom wigoru. Człowiek ma prawo czuć się rozczarowanym, wiedząc, że w tej estetyce coraz mniejsza grupa wykonawców pamięta o dostarczaniu negatywnych emocji, z naciskiem na gniew. Na szczęście Venom Prison wiedzą, że tutaj chodzi przede wszystkim o strzał w zęby, bez jednoczesnego podszywania się pod innych wykonawców.

Najnowszy materiał brytyjskiego ansamblu już w ciągu pierwszych kilkudziesięciu sekund wymierzył mi serię bolesnych sierpów i po wszystkim zaśmiał się nonszalancko. Wynika to z faktu, że muzyka składająca się na “Samsara” nie polega na wytłuczeniu jak największej ilości dźwięków, bo tak należy. Baza tego wydawnictwa to niczym nieposkromiony gniew i pierwotna agresja, które decydują o intensywności i przede wszystkim poziomie wyprowadzanych przez zespół ciosów. Warsztat nie odgrywa tu najistotniejszej roli, ponieważ wszyscy wiemy, że dobrą piosenkę można napisać będąc średnio uzdolnionym pod kątem technicznym muzykiem. Nie żebym zarzucał Venom Prison kompozytorski prymitywizm, w żadnym wypadku. Po prostu pragnę zaznaczyć, że to pasja oraz chęć wyrządzenia słuchaczowi krzywdy czynią ten album tak dobrym i wyjątkowym. Ponadświetlna prędkość riffów, karkołomne wyczyny sekcji rytmicznej, tona hałasu? To wszystko tu jest, ale bez autentycznej nienawiści wobec bliźnich powyższe składowe nie robiłyby aż takiego wrażenia. Fermentująca agresja spaja je w jedno i nadaje mocy, której mogliby zespołowi pozazdrościć starzy deathmetalowi wyjadacze, którzy nagrywają muzykę, bo nagrywają i nic szczególnego za tym nie stoi. Tymczasem u Venom Prison sprawa ma się inaczej.

Deathmetalowe strzały sukcesywnie wbijają i tak zaniepokojonego już słuchacza w ziemię, a wielokrotne przebieżki po hardcore punkowym terytorium tylko wzmacniają siłę rażenia “Samsary”. Swoje robi też wspaniale zrównoważona produkcja. Kopalni gruzu tutaj nie uświadczycie, ale człowiek za konsoletą zadbał o to, aby całość emanowała brudem i surowością, tak przecież ważnymi w tej estetyce. Warto wspomnieć także o wokalnych wyczynach Larissy Stupar, bez której być może nie odbierałbym omawianego w tym tekście materiału tak samo. Jej lawirowanie między głębokim do przegięcia growlem i skrzekiem w wysokich rejestrach także wpływają na “Samsarę” jako całość. Głos tej wokalistki oraz upór w wypluwaniu swoich płuc jak najbardziej imponują (skojarzenia z Code Orange są tu na miejscu) i dodają płycie parę punktów w potencjometrze dziczy. Tak właśnie trzeba.

Dawno nie trafiłem na tak surową porcję death metalu gęstego od emocji, a jednocześnie nie spoglądającego w stronę kiczu, patosu czy nastoletniej naiwności. Venom Prison to obecnie w pełni ukształtowany zespół sztyletujący słuchaczy świetnie skrojonymi piosenkami. Prawdopodobnie jeden z najlepszych młodych reprezentantów metalu śmierci na chwilę obecną.

http://metalurgia.net.pl/wp-content/uploads/2019/03/venom_prison_samsara-500x500.jpg
Artysta Venom Prison
Tytuł Samsara
Wydawca Prosthetic Records
Data premiery 15 marca 2019
Czas trwania 00:42:00
Łukasz Brzozowski

Łukasz Brzozowski

Redaktor

Więcej tekstów Łukasz:
TUTAJ