Opisując dokonania polskich zespołów, które rozpoznawane są poza granicami naszego kraju, coraz częściej mówi się o sukcesie artystycznym. Zacząłem się ostatnio zastanawiać, czym tak właściwie jest ten „sukces artystyczny”? Czy to sam fakt, że polski zespół może grać koncerty za granicą, gdyż zapraszany lub wspomagany jest przez zagranicznych bookerów? Pewnie tak, choć tu bywa różnie — intuicja organizatorów nie zawsze pokrywa się z odbiorem publiczności i z hucznie zapowiadanej trasy po tu wpisz nazwę kraju, okazuje się, że czasem nawet pokazać się nie ma komu. A może wydawanie swojej muzyki w zagranicznych wytwórniach, można już nazwać takim sukcesem? Tak, to już zdecydowanie bardziej pokrywa się z prawdą. Szczególnie przy zachowaniu twórczej wolności, gdy nikt nie narzuca wykonawcy wchodzącemu na obcy rynek, jak i co grać. Co jeszcze? Może pozytywne recenzje poprzednich wydawnictw, po zapoznaniu się z najnowszym, również docenianym? Jak najbardziej! Teraz proszę, zastanówcie się, jak wielu takich artystów z Polski, którzy jednocześnie nie parają się metalem lub elektroniką, a odnieśli sukces artystyczny jesteście w stanie wymienić?

Doskonałym przykładem takiego artystycznego sukcesu, są osiągnięcia Trupy Trupa. Trasy pozwalają zespołowi znacznie oddalić się od ojczyzny, dzięki czemu zagrał przy konkretnej frekwencji na scenach festiwali takich jak SXSW, Primavera Sound, Iceland Airwaves, Colours of Ostrava, Waves Vienna, Eurosonic, czy Liverpool Sound City. Trójmiejski kwartet wydał swój drugi album we współpracy z brytyjskim Blue Tapes and X-Ray Records. Rok później zmasterowane “Headache” pojawiło się nakładem francuskiego labelu Ici d'ailleurs. Poprzedni longplej "Jolly New Songs" to znów kooperacja grupy ze wspomnianymi wcześniej wydawcami, ale tym razem poszerzona o Moorworks, który w kraju kwitnącej wiśni wypuścił tenże materiał. Nie mniej imponująco jest w przypadku najnowszego krążka grupy. Singlem “Dream About” zajął się legendarny Sub Pop, a nad wypuszczeniem „Of The Sun” na świecie współpracowały Glitterbeat Records (Europa), Lovitt Records (USA), Moorworks (Japonia) i rodzima Anteny Krzyku. Koncertowa promocja płyty odbyła się w obu Amerykach, Azji, Australii no i oczywiście Europie. Imponujące, prawda? A najlepsze, że to nie żaden farcik, ale ciężka praca, poświęcenie i talent, czego dowodem jest również sam „Of The Sun”

Czwarta płyta Trupy pokazuje przede wszystkim, że mimo licznych sukcesów zespół nie spoczywa na laurach, stawiając na zmiany i poszukiwania nowych ścieżek. Słychać to już od pierwszych dźwięków. Mimo iż do produkcji, miksowania i masteringu zespół ponownie zatrudnił osobę odpowiedzialną za to w przypadku poprzedniej „Jolly New Songs”, nowa płyta brzmi inaczej. Michał Kupicz, bo on nim mowa, może pochwalić się już współpracą z Bad Light District, Coldair, czy Marcinem Maseckim, a więc artystami, których albumy zapadają w pamięć m.in. dzięki brzmieniu. Tu nie jest inaczej, choć „Of The Sun” różni się od dotychczasowych dokonań tak Kupicza, jak i Trupy. Zdecydowanie mniej tu szorstkości z doskonałego „Headache”, ale też kwartet nie pozostał przy dusznym soundzie najbardziej złożonego kompozycyjnie „Jolly…”. Zamiast tego artyści ocieplili brzmienie i gęściej wypełnili dźwiękiem to, co milczało wcześniej między partiami instrumentów. Owszem, sekcja rytmiczna jest tu wciąż silnie zarysowana. Bas często wychodzi na pierwszy plan, budując szkielety utworów, talerze często eksponowanie są równie wysoko, a stopa brzmi ciężej i intensywniej od reszty bębnów (”Longing”, „Glory”). Praca gitar nie niknie jednak w tle — po prostu ich rola nieco się czasem zmienia. Budowanie nimi atmosfery bardziej niż konkretnych riffów, czyni piosenki niezwykle hipnotyzującymi, co słychać również w dwóch wymienionych przed chwilą utworach. Partie instrumentalne Grzegorza Kwiatkowskiego i Rafała Wojczala nie zeszły jednak całkiem na drugi plan. Świetne riffy serwują we wręcz tanecznych „Reminder” i „Long Time Ago”, czy akustycznym „Angle” zafałszowanym jak na Trupę przystało. A skoro jesteśmy przy gitarach, to nie mogę nie wspomnieć o „Mangle” i „Turn”. Te dwie kompozycje, gdyby zastosować w nich ostre przestery, mogłyby spokojnie pojawić się na gigu hc/punkowej ekipy. Ciekawe skojarzenia, bo z czymś, co Primus mógłby zamieścić w swojej kompozycji jako bridge, przynosi również „Long Time Ago”. Nie muszę chyba dodawać, że dzieje się tak głównie za sprawą sekcji rytmicznej? Nie pierwszy raz z resztą piosenki kwartetu przywodzą skojarzenia z cięższą muzyką. Pamiętam, że o “Getting Older” z “Headache” pisałem kiedyś, iż dociążony fuzzami jeszcze bardziej, brzmiałby niczym doom inspirowany starym Electric Wizard... Kto nie wierzy, niech sprawdzi! 

Wracając jednak do „Of The Sun” - jest tu jeszcze kilka odjazdów od rdzenia jego brzmienia. Otóż pięknie rozmywa się końcówka w postaci „Satellite”, wieńcząc dzieło zmianą muzyki z delikatnie płynącej na sążnie zdropowaną i przesterowaną. Kompozycja tytułowa natomiast, quasi-jazzowa dzięki zafałszowanej grze pianina, najbardziej oddala się od całości materiału, pokazując, jak ważnym instrumentem stały się w piosenkach Trupy te klawiszowe. Warto również zwrócić uwagę na fakt, iż kompozycje, jak i teksty piosenek z „Of The Sun” znacznie uproszczone są względem poprzedniczki. Dzięki temu dostajemy piosenki szybko trafiające do słuchacza i wciągające go specyficzną liryczno-muzyczną repetycją. Grzegorz Kwiatkowski wie jak wyśpiewać powtarzane frazy i słowa, by zostawiły ślad w słuchaczu za każdym razem, gdy ten do nich wraca. A rezygnacja z rozbudowanych aranżacji, czyli odejście od tego, co zespół zaproponował na poprzednim krążku, tylko pogłębia efekt.

Kwartet Kwiatkowski, Pawluczuk, Juchniewicz, Wojczal ma to szczęście, że gra co chce i jak chce, a do tego może grać i trafiać do ludzi oddalonych setki tysięcy kilometrów od Polski. To szczęście zawdzięcza jednak nie agresywnemu marketingowi i PRowym sztuczkom, ale świetnym płytom, wypełnionym po brzegi doskonałymi kompozycjami. Dzięki temu może też stawiać kroki, w jakim kierunku chce, bo -co równie ważne- obiera je świadomie i wspólnie. „Of The Sun” natomiast jest dowodem na to, że artystyczna wolność przy jednocześnie niezwykle dojrzałej świadomości muzycznego rozwoju jest kluczem do artystycznego sukcesu. Oby więcej takich płyt w najbliższych latach, nie tylko od Trupy Trupa. Chociaż oni pewnie pójdą znów tam, gdzie nikt nie spodziewa się ich spotkać. Czekam!

http://metalurgia.net.pl/wp-content/uploads/2019/11/trupa-trupa-band-2019-800x800.jpg
http://metalurgia.net.pl/wp-content/uploads/2019/11/trupa-trupa-of-the-sun-2019-cover-500x500.jpg
Artysta Trupa Trupa
Tytuł Of The Sun
Wydawca Glitterbeat Records
Data premiery 13 września 2019
Czas trwania 42 minuty
Tomasz Spiegolski

Tomasz Spiegolski

Redaktor

Więcej tekstów Tomka:
TUTAJ