Them Pulp Criminals to duet tworzony przez Tymoteusza Jędrzejczyka i Igora Herzyka. Pierwszy z gentlemanów znany jest chociażby z Ragehammer a w TPC odpowiada za teksty i wokal. Drugi natomiast związany był z rozmaitymi, ciekawymi krakowskimi bandami i projektami zupełnie różnymi od thrashu czy blacku, ponadto samodzielnie zarejestrował, wyprodukował i wypuścił w świat trzy albumy solowe – w TPC odpowiada, jak nietrudno się domyślić, za całość warstwy muzycznej. Już teraz muszę ostrzec, Panie i Panowie, o tych dwóch wkrótce może zrobić się głośno.

W jakiej stylistyce może być zatem projekt black/ thrashowego wokalisty i muzyka parającego się indie/ alternatywą, w dodatku wydawany przez Malignant Voices? Jak się okazuje, do czynienia mamy z mrocznym, nawiedzonym country/ folkiem z elementami rockabilly i surfu, smaczku zaś dodaje lucyferiańska stylizacja a la King Dude (którego zresztą niedawno supportowali na koncercie w Krakowie). I tutaj na chwilę pozwolę sobie zboczyć z tematu.

Rzeczą, która nieodmiennie mnie zastanawia, zwłaszcza przy okazji obserwowania rosnącej popularności stonera w Polsce, jest pewna fascynacja amerykańskością. Jak to jest, że muzyka wyrosła z kalifornijskich pustyń, pełna przestrzeni i przesiąknięta zapachem zielska, zdobyła w nadwiślańskim kraju taką popularność? Naszą biedną, zarastającą Pustynię Błędowską, można przerzucić kamieniem, palmę mamy jedną, w stolicy, w dodatku sztuczną, a o autostradach lepiej w ogóle nie wspominać. A jednak, stonerowych kapel powstaje coraz więcej, coraz więcej ludzi uczęszcza na coraz liczniej funkcjonujące festiwale stonerowe. I chociaż nie brakuje wtórności i sztuczności, to są też zespoły, którym w kraju bigosu, dziurawych międzymiastówek i Golfa „trójki” w gazie udaje się pichcić dźwięki na miarę kraju Harleya, pustyni i Route 66.

Piszę o tym, choć „Lucifer is Love” ze stonerem absolutnie nic wspólnego nie ma, ponieważ właśnie na tym zachłyśnięciu się amerykańskością, na tej niemal bezczelnej stylizacji, opiera się debiut Them Pulp Criminals. Stylizacji bardziej amerykańskiej niż cheesburger z frytkami, Ford Mustang i kowbojski kapelusz razem wzięte. Szczęśliwie, jest to stylizacja bardzo umiejętnie przeprowadzona.

Trwający około pół godziny krążek to siedem autorskich kompozycji oraz cover Siouxsie and The Banshees. Utwory są dość krótkie, a każdy jeden jest chwytliwy jak cholera i sprawia, że stopa sama zaczyna wystukiwać rytm. Paleta zróżnicowanych piosenek buja nas raz w rytmie powolnego country, raz pędzącego, podszytego niepokojem rockabilly, a klimatyczny storytelling zabiera nas w krainę niesamowitych opowieści, gęstego papierosowego dymu, alkoholu, bezdroży i Diabła – miłośnicy Ghoultown czy „Murder Ballads” Nicka Cave’a będą zachwyceni. Folklor w wydaniu Them Pulp Criminals jest jednak odpowiednio uwspółcześniony, straceńcy nie mkną przed siebie na narowistym rumaku, a w lśniącym kabriolecie, upiory nawiedzają zaś nie leśne trakty, a zionące pustką i śmiercią autostrady.

Do opowiadania takich mrożących krew w żyłach historii trzeba mieć nie tylko pomyślunek, ale i głos – i jak najbardziej Tymoteusz Jędrzejczyk taki głos posiada, przez większość czasu dostarczając słuchaczowi doznań niezwykle przyjemnych, a językiem angielskim posługując się bez zarzutu. Jedynie „The 130” i „Last of the Gang to die” miejscami brzmią nieco sztucznie, jednak rekompensuje to w 100% przepięknie wychrypiane, zamykające płytę „Sacred Ground”. Zagrane „Lucifer is Love” jest równie dobrze, co zaśpiewane – Herzyk doskonale sprawdził się zarówno jako kompozytor jak i aranżer. Świetną robotę robi też gościnny występ Łukasza Pietrzaka na harmonijce w tytułowej piosence.

Jeśli chodzi o brzmienie i produkcję krążka – jestem pod naprawdę niemałym wrażeniem. Jak deklaruje duet na swoim bandcampie, proces zarówno nagrywania jak i produkcji albumu odbywał się w domu . Nie słychać tej budżetowości w ogóle – owszem, jest surowo, ale o to właśnie w outlaw country chodzi.

Jedna rzecz mnie tylko frapuje jeśli chodzi o ten niezwykle obiecujący debiut. Jak już wspomniałem, słowem-kluczem jest „stylizacja”. Cały czas w trakcie odsłuchu płyty towarzyszyło mi uczucie nie tyle sztuczności w plastikowym sensie, co pewnej umowności: trochę jak w trakcie seansu filmowego (tak przy okazji, to muzyka TPC świetnie wkomponowałaby się moim zdaniem w soundtrack jakiegoś obrazu Tarantino). Nie mogę jednak powiedzieć, że seans ten nie dostarczył mi przeogromnej przyjemności i rozrywki.

http://metalurgia.net.pl/wp-content/uploads/2019/01/them-pulp-criminals-lucifer-is-love-500x500.jpg
Artysta Them Pulp Criminals
Tytuł Lucifer Is Love
Wydawca Malignant Voices
Data premiery 12 sierpnia 2016
Czas trwania 00:28:35
Piotr Kleszewski

Piotr Kleszewski

Redaktor

Więcej tekstów Piotra:
TUTAJ