Sztylety, Towards the Unknown, Meat Nation – trzy zespoły, wszystkie z Trójmiasta, każdy z zupełnie innej bajki. Szymon Szelewa – ojciec założyciel Meat Nation oraz czynny kompozytor w pozostałych dwóch składach. Jak to jest grać w trzech różnych kapelach, gdy każda z nich opublikowała premierowe materiały w roku 2019? Jak to jest wejść w sidła metalu będąc punkowcem? Na te i inne pytania odpowiada właśnie Szymon Szelewa, basista i wokalista. Kilka zdań dodaje także Marcin Wielgus, spiritus movens Towards the Unknown.

*

Grasz w trzech odmiennych od siebie kapelach, w każdej pełnisz nieco inną funkcję, potrafiłbyś wskazać, która z nich jest dla ciebie najistotniejsza?

W tej chwili zadałeś bardzo trudne pytanie. Takie z kategorii „które z twoich dzieci jest najukochańsze?”. Nie mam sposobności, aby odpowiedzieć na nie tak bezpośrednio. Każdy z tych zespołów darzę innym uczuciem, z każdym wiąże się nieco inna historia. Prowadzi to do prostego wniosku, że każda z trzech wspomnianych formacji przynosi mi inny rodzaj satysfakcji i to jest piękne. Jednego dnia ucieszę się z charakterystycznej melodii ułożonej dla Sztyletów, drugiego radość sprawi brutalny riff stworzony na potrzeby Meat Nation, a jeszcze innym razem odkryję świetne rzeczy w stylistyce blackmetalowej z Towards the Unknown. Mowa tu o stylistyce, w której nigdy wcześniej nie miałem przyjemności tworzyć.

W Sztyletach i Meat Nation pełnisz także rolę tekściarza. O ile osnowa liryczna pierwszego z zespołów ma w sobie wiele z konwencji emo, tak druga z kapel stawia na bardzo agresywne i gniewne teksty związane z naszym społeczeństwem. Te uczucia buzują w tobie naprzemiennie, czy może jednak przybierasz jakąś pozę jako twórca?

Może to dla ciebie zabrzmieć banalnie, ale jednak mówimy tutaj o rodzaju emocji, które w pewnym stopniu wynikają z siebie. Gniew często rodzi się w wyniku smutku, frustracji czy bezradności, niemożności odnalezienia się w jakiejś sytuacji. Próbuję przez to przekazać, że gama ludzkich emocji jest na tyle szeroka, że bardzo łatwo dopasować dany rodzaj nastroju do któregoś z projektów. Warto też wspomnieć, że Meat Nation w nie tak dalekiej przeszłości było zespołem, który w nieco inny sposób podchodził do warstwy lirycznej. Jeszcze przy okazji „Sympatycznych młodych ludzi” nakładaliśmy maskę i serwowaliśmy teksty, w których trup ścielił się gęsto, a ja nie mam ochoty wracać do takiej konwencji. Teraz sprawa prezentuje się inaczej i – tutaj wracamy do istoty pytania – mogę stwierdzić, że liryki na „Ludziach złych” również są na swój sposób smutne. Weźmy chociażby „Pewnego leniwego popołudnia”, mówimy tu o manifeście człowieka zmarnowanego życiem, który nie wie, co dalej ze sobą zrobić, podobnie z „Widziałem”.

Dalej jednak próbuję dotrzeć, czy są to uczucia, które w tobie buzują, czy jednak jako twórca stajesz się kimś innym.

„Poeta cierpi za miliony, a około 13 uwiera go pęcherz” jak to kiedyś powiedział Andrzej Bursa. Wydaje mi się, że ta wypowiedź najcelniej sumuje temat (śmiech). Mówiąc poważniej: jako ludzie posiadamy inteligencję emocjonalną, dzięki której potrafimy obserwować to, co przeżywają inni ludzie (np. nasi najbliżsi), identyfikować się z tym i przelać całość na teksty. To, o czym właśnie mówię, ma bardzo konkretne przełożenie na Sztylety, gdzie, przyznam, nie wszystkie poruszane przeze mnie zagadnienia są efektem moich osobistych przeżyć. W Meat Nation z kolei wcielamy się w uciśniony, bliżej nieokreślony lud, który zwyczajnie demonstruje niezadowolenie pewnymi sprawami. Każdy może odnaleźć w tym cząstkę siebie.

Wcześniej wspomniałeś o kolejnym istotnym zagadnieniu – twórczym przeobrażeniu Meat Nation.

Człowiek nie ma wiecznie 18 lat, przez co naturalnym jest, że zaszła w naszych szeregach bardzo naturalna ewolucja muzyczno-personalna. Staliśmy się innymi ludźmi niż kilka lat temu, a więc i tematy, które bierzemy na tapet, uległy zmianie. Nie stawialiśmy przed sobą żadnego drogowskazu, sugerującego, gdzie mamy iść. Wszystko wynika z chęci bycia lepszym. Bycia lepszym tekściarzem, muzykiem.

Wycieczki w przeszłość Meat Nation budzą w tobie pewien rodzaj politowania? A może i wstydu?

Powiem tak: nasze teraźniejsze wcielenie to jednak suma wszystkich doświadczeń, także tych z przeszłości. Fakt, kilka lat temu Meat Nation był niesamowicie karykaturalny i do przesady przerysowany tekstowo, ale nie uważam, że jest w tym coś złego. Pod kątem lirycznym nasze starsze kawałki są dosyć sprawnie rozrysowane, a muzycznie też nie mówiłbym tu o niczym w kategoriach porażki. Jeśli już mam czegokolwiek się wstydzić, to swojego wokalu z tamtego czasu. O ile teraz jestem zadowolony z tego, jak operuję głosem, tak moje wcześniejsze dokonania w tej materii nie napawają mnie dumą.

Jak sądzisz, dlaczego estetyka thrashmetalowa, którą kiedyś w pewnym stopniu uprawialiście, przeżywa tak bolesne sinusoidy popularnościowe?

Nie zgadzam się żeby przeżywała sinusoidy. Mam wrażenie, że apogeum mody na thrash metal w Polsce – i nadmienię, że chodzi tu o obecne czasy – miało miejsce mniej więcej siedem lat temu. Był to taki okres, że nawet na małe koncerty lokalnych kapel tworzących w tym nurcie przychodziło po 300 osób. Oczywiście trwało to krótką chwilę, większość z tych osób nigdy później nie poszła na żaden koncert, ale możemy określić to jako bardzo intensywny, ale jednocześnie krótkoterminowy hype. Dodam jednak, że znacznie lepiej u nas miał się stoner. Może niektórzy pamiętają moment, gdy obecnie będący w kompletnym odwecie popularnościowym Stoned Jesus potrafił zapełnić całe Ucho (klub muzyczny w Gdyni mieszczący około 800 osób – przyp. red. ). Cała krótkoterminowość i chwilowość trendów na scenie wynika po prostu z tego, że nigdy nie wiesz, co będzie dalej. Nie wiesz, co wydarzy się za kilka dni. Jeden trend może wyprzeć drugi, to zupełnie naturalne. Ja na przykład zawsze chciałem grać punk rocka, ale z racji tego, że w momencie formowania się Meat Nation rządził thrash, musieliśmy w jakiś sposób w ten thrash pójść.

A jak czujesz się z rolą czynnego kompozytora w Towards the Unknown? Już wcześniej zauważyłeś, że jest to stylistyka kompletnie odmienna od tej, w której dotychczas się poruszałeś.

To prawda. Nie ukrywam, że musiałem się trochę przygotować i osłuchać z zespołami, które mają swoje korzenie w nowocześniejszych formach black metalu, aby wiedzieć, z czym to dokładnie się je. Przyznam ci, że trochę się przed tym broniłem, ponieważ moja wiedza o nurcie specjalnie szeroka nie jest, a ja też należę do ludzi, którzy nie mogą stać w miejscu i przynależeć do składu jakiejś formacji na zasadzie wegetowania, bez żadnego angażu. Nie mógłbym tak postąpić. Początkowo faktycznie byłem nieco sceptycznie nastawiony do swojego członkostwa w Towards the Unknown, ale im więcej odbyliśmy prób, im więcej kapel tworzących w stylistyce podobnej do naszej przesłuchałem, tym pewniej się poczułem.

Wspominasz, że przed przejściem do Towards the Unknown musiałeś osłuchać się z formacjami tworzącymi w bliźniaczych stylistykach. Dlaczego? Nie chciałeś wnieść od siebie czegoś zupełnie swojego, bez podpierania się metalowymi inspiracjami?

Wiesz, to nie jest do końca tak, że „musiałem”. Raczej byłem ciekaw, jak w tej szufladce radzą sobie inni, więc przesłuchałem różnych rzeczy, zacząłem je analizować i byłem zadowolony z efektów, a jednocześnie na bazie tego sam myślałem, co mógłbym wnieść do zespołu. Bo na przykład taką Furię znałem już wcześniej i do tej pory podoba mi się ich twórczość, raczej w takim podejściu do black metalu odnajduję się najlepiej. Norweska fala zespołów, jak na przykład Mayhem, zupełnie nie trafia w moje upodobania. A co do reszty twojego pytania: wejście w zespół blackmetalowy bez jakiegokolwiek pojęcia o black metalu byłoby ciekawe, ale… jednocześnie niemożliwe. W mojej opinii nie da się tworzyć muzyki z jakiegoś gatunku bez jej wcześniejszego zasmakowania i dokładniejszego osłuchania. Był w Gdańsku taki projekt muzyczny o nazwie Gówno. Grali punka, mimo że może niekoniecznie tkwili na tej scenie, ale jednak mieli o tym wszystkim jakąś wiedzę, co dawało nowe spojrzenie na pewien stary obraz, ale bez niezamierzonej groteski. Trzeba spojrzeć na to od takiej strony. Fajnym jest też fakt, że zespół Towards the Unknown to jedyna z trzech formacji, w których występuję, gdzie nie jestem wokalistą. Dzięki temu mogę bardziej skupić się na gitarze basowej i poprawie swoich umiejętności w zakresie gry na tym instrumencie. Zarówno tych technicznych, jak i kompozytorskich.

A jak ty, nie-metalowiec, postrzegasz bardzo eksploatowany nurt post-black metalu? Gatunkowi puryści patrzą na niego z przymrużonym okiem, duża część kieruje setki bluzg w jego stronę. A ty?

Z dużym zaciekawieniem i przyjemnością obserwuję tę scenę. Oczywiście, nie ma co się oszukiwać, tutaj też mówimy o swego rodzaju trendzie, ale jednak trendzie zupełnie innym niż wspominane w trakcie rozmowy thrash czy stoner. Rzecz, która fascynuje mnie w tych nowocześniejszych odmianach black metalu to przede wszystkim progres, jaki gatunek zaliczył na przestrzeni lat. Nikt nie boi się tu eksperymentować, wszyscy mają świadomość, jak odległe jest to od nagrań pionierów gatunku i bardzo dobrze. Uznaję takie podejście za najlepsze świadectwo rozwoju artystów.

A jak zapatrujesz się na nieco przestrzelony pogląd, według którego polska scena metalowa jest rzekomo najlepsza na świecie?

Dosyć trudno jest mi odnieść się do tego, czy można go uznać za słuszny, ponieważ nie jestem znawcą tej sceny i nie analizuję jej godzinami. Oczywiście biorąc pod uwagę samą ilość kapel w dowolnej odmianie metalu, już na starcie przegrywamy ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki ze względu na statystykę, aczkolwiek pod kątem samego poziomu mogę uznać, że jesteśmy w tym temacie bardzo dobrzy. Nie potraię jednak stwierdzić czy stoimy w czołówce.

Wobec tego na sam koniec powiedz mi proszę, jakie są plany wydawnicze zespołów Towards the Unknown, Meat Nation oraz Sztylety na rok 2020?

Szymon Szelewa: Pierwsze do studia wchodzą Sztylety, którym zabukowaliśmy już sesję nagraniową z myślą o pełnoprawnym wydawnictwie. Tytułu jeszcze nie mamy, ale mamy za to piosenki, więc jest dobrze. Następnie nagrywać będziemy z Towards the Unknown. Z racji tego, że jestem urodzonym pracoholikiem, sam chciałbym zrobić kilka rzeczy na boku. Ostatnio na przykład opublikowałem swoją rapową EP-kę, a na początku przyszłego roku prawdopodobnie podzielę się projektem utrzymanym w duchu country, w którego tworzeniu będzie brał udział m.in. przepytujący mnie redaktor.

Marcin Wielgus: Tak, jak wspomniał Szymon, mamy już główny zarys materiału ze Sztyletami. Mimo wszystko, nieco problematycznym jest to, że nasz gitarzysta, Łukasz (Orzeszko – przyp. red.), mieszka obecnie w Warszawie. Przydałoby się nam jeszcze dopracować te numery, ale wszystko pozostaje kwestią czasu. Co do Towards the Unknown sprawa ma się tak, że mamy przygotowane 6 numerów, które czasowo rozciągną się do mniej więcej 35 minut, więc można tu spokojnie mówić o naszym debiutanckim albumie. Mieliśmy też strasznie głupi pomysł na przyszykowanie splitu wszystkich trzech kapel, gdzie jedna coverowałaby drugą, ale zobaczymy, co z tego wyniknie. Ja sam z kolei chciałbym wydać trance’owy mixtape.

http://metalurgia.net.pl/wp-content/uploads/2019/11/74157346_418278142171663_7702978026664886272_n-800x600.jpg
Łukasz Brzozowski

Łukasz Brzozowski

Redaktor

Więcej tekstów Łukasza:
TUTAJ