Melodyjny death metal to taki gatunek, z którego “opłaca się” naśmiewać. A bo melodyka przywodząca na myśl wyjątkowo niskich lotów heavy metal, a bo produkcja za ładna, a bo to wszystko takie grzeczne. Tak, słyszeliśmy te wszystkie wytarte argumenty z milion razy. Pytanie tylko, czy metal zawsze musi być upaćkany w smole i zagrany najbrzydziej na świecie? No, nie musi. Muzyka Soilwork świetnym tego dowodem, bo Szwedzi już od początków działalności stawiają na wysoką jakość i precyzję w tworzeniu swoich produktów.

Czasami jednak zdarzało się, że pedantyczna dbałość o najdrobniejsze szczegóły niespecjalnie czyniła wydawnictwa Soilwork ciekawszymi. Wręcz przeciwnie. Kilka ostatnich płyt grupy raczej zmusza do ziewania za sprawą perfekcyjnych do granic patentów brzmieniowych, riffowej zabawy na zasadzie “ma być szybko, ale melodyjkę dorzuć!” i wyjątkowo tendencyjnych wokali Björna Strida. Jeśli myślicie, że przesadzam, polecam zaznajomienie się z dwupłytowym (sic!), trwającym prawie półtorej godziny “The Living Infinite”. Gwarancja zmęczenia materiału, przeładowania pomysłami i przesytu gwarantowane już po lekturze trzech pierwszych utworów.

No, ale to było parę lat temu. Do “Verkligheten” z kolei podchodziłem bez większych emocji, a już tym bardziej bez żadnych oczekiwań. Może dzięki temu podejściu szybko zaprzyjaźniłem się z krążkiem, a powracanie do takich numerów jak “The Wolves Are Back in Town” autentycznie dostarcza mi dużo radości. Oczywiście nie myślcie sobie, że oto na jedenastym albumie autorzy “Stabbing the Drama” zmienili formułę i wpuścili dużo świeżego powietrza do kompozycji. Nie, jest po staremu. Mamy więc całą kolekcję riffów ze skarbca riffów po szwedzku. Czasami kipiących od heavy metalu, momentami odurzonych thrash metalem, a w jeszcze innych przypadkach takich, co to przypominają o czasach świetności sztokholmskiej sceny deathmetalowej. No, ale z inną produkcją, wiadomo. Często w całość tej układanki wtyka się klawiszowe brzmienia a'la progresywny metal w zimowym swetrze, a Björn Strid na każdym kroku pokazuje, że lubi pokrzyczeć, ale jednocześnie żywi gorące uczucia do czystego głosu Ihsahna. Mimo odrestaurowania tych znanych już sztuczek nowy Soilwork porywa do tańca. A dlaczego? Cóż, tutaj w grę wchodzi ciężki do zdefiniowania pierwiastek energii, który się po prostu ma albo nie. Bo na przykład przy paru poprzednich produkcjach zespołu ciężko o niego było. A teraz brzmi to dużo lepiej. Może nie jak banda wkurzonych na świat nastolatków, ale kolesi, którzy umieją pisać dobre numery i rozsądnie wyważyć elementy agresji oraz melodii. Ja to kupuję w pełni, nawet mimo tego do przesady podniosłego refrenu w “Arrival”, przymykając oko na wyjątkowo rycerski nastrój “Full Moon Shoals” i nie obrażając się za przesadną dominację rozpoetyzowanej melodii w “Witan”. To są tylko drobne wady i detale, które nie przesłaniają świetnie wyśrubowanych riffów, dobrze rozpisanych wokali Strida (cóż on wyrabia w “Bleeder Despoiler”) czy ogólnego poziomu kompozycji bogatych w brzmieniowe smaczki i dużą ilość zadowalających zmian tematów muzycznych.

Powiem szczerze, że Soilwork w takim wydaniu jak na “Verkligheten” kupuję z całym dobrodziejstwem inwentarza. Niby po staremu, a jednak z mocniejszym silnikiem. Niby z dbałością o szczegóły, ale jednocześnie z odrobiną rock'n'rolla w tej całej układance. Dobra rzecz.

http://metalurgia.net.pl/wp-content/uploads/2019/03/soilwork-Verkligheten-450x450.jpg
Artysta Soilwork
Tytuł Verkligheten
Wydawca Nuclear Blast
Data premiery 11 stycznia 2019
Czas trwania 00:50:17
Łukasz Brzozowski

Łukasz Brzozowski

Redaktor

Więcej tekstów Łukasza:
TUTAJ