Wywiad, po licznych przejściach, został „domknięty” już w czerwcu 2018 r., w związku z perturbacjami związanymi z tworzeniem strony publikujemy go dopiero teraz – niech Czytelnik ma na względzie, że część informacji mogła się zdezaktualizować.

*

Od premiery „Tremendum et Fascinatio” minęło ponad 5 lat – długo kazaliście czekać słuchaczom na wasz kolejny materiał i gdy ten w końcu się okazał, była to „jedynie” EP-ka, a nie pełnowymiarowy album. Skąd taka długa przerwa i czy „Herzogian Darkness” zwiastuje nadchodzący w niedalekiej przyszłości album?

Silencer: Złożyło się na to kilka czynników - od zmian w składzie, przez zaangażowanie każdego z nas w inne projekty muzyczne, po fakt, że 3 ostatnie lata spędziłem za granicą. Prace nad następcą „Tremendum” trwają i mamy nadzieję wejść do studia jeszcze przed końcem 2018 r. Pomijając kwestie muzyczne, chcieliśmy wypuścić wpierw EP-kę po części też po to, by o sobie przypomnieć i skrócić i tak już bardzo długą przerwę między wydawnictwami.

Podczas „milczenia” Medico Peste byliście jednak zaangażowani w inne projekty – nie jest tajemnicą, że część z was tworzy koncertowy skład Mgły, po drodze pojawiło się też Owls, Woods, Graves, dosyć szczególne przedsięwzięcie jak Project O, do którego chciałbym jeszcze później wrócić, a pod koniec zeszłego roku, już po wydaniu „Herzogian Darkness”, ukazał się debiutancki album solowego projektu The Fall – Over the Voids... Zastanawiam się, jaka zależność jest między tymi projektami a ciszą w obozie MP – czy działalność przy tych projektach była dla was formą muzycznej odskoczni od macierzystego zespołu, w ramach którego nie byliście w stanie realizować wszystkich swoich artystycznych pomysłów, czy może trochę na odwrót – pochłonęło was to na tyle, że dla MP mieliście mniej czasu?

The Fall : Na pewno jest trochę tak, że przez zastój w Medico ruszyliśmy z innymi pomysłami, i te które wymieniłeś to nawet nie są wszystkie, w które się zaangażowaliśmy. Te projekty zrodziły się z czasowej próżni i nie były odskocznią, bo to po prostu coś innego. Jeśli chodzi o mnie to wynikało to z nagromadzenia jakichś riffów i pomysłów, które niekoniecznie pasowały do MP. Nie jesteśmy natomiast przeładowani projektami tak, żeby to kolidowało z MP, czas znajdzie się na kilka projektów, jeśli oczywiście masz motywacje i chce ci się grać.

Mówisz o pomysłach „niepasujących” do Medico, ale czy jako muzyk jesteś w stanie zupełnie oddzielić te wpływy, to co robisz w jednym projekcie od innych? Nie jest tak, że gdzieś drogą osmozy to wszystko sobą przesiąka?

The Fall: Poza tym, że Ty jako osoba grasz w jakimś zespole, to zespół sam w sobie jest jakimś zjawiskiem. Jeśli muzyk dochodzi do zespołu, to oczywiście wnosi tam trochę siebie, ale sam zespół, jeśli już jest czymś uformowanym, jakimś duchem, także wpływa na muzyka, sugeruje mu co ma zagrać, w którą stronę pójść pomysłami. Oczywiście jako muzyk masz swój styl, i tak jak mówisz – zachodzi tutaj osmoza, ale w pewnym momencie musisz popatrzeć na swoje pomysły z oddali i wtedy być można zauważyć, że ten dziwny amebiczny twór w pewnych miejscach można przeciąć i uzyskać z niego kilka bardziej jednolitych i konsekwentnych w byciu sobą istot.

Na „patrona” waszego najnowszego mini-albumu wybraliście Wernera Herzoga, wybitnego reżysera o bardzo specyficznym, silnie zarysowanym stylu, ujawniającym się niezależnie od tego, czy robi horror, kino quasi-historyczne czy dokument przyrodniczy. Nie chcę pytać, dlaczego akurat Herzog, ponieważ wyczerpującej odpowiedzi na to pytanie dostarcza sama muzyka – ciekaw jestem jednak, jakie są wasze zapatrywania na wzajemne oddziaływanie sztuk wizualnych i muzyki. „Herzogian Darkness” to bowiem nie tylko płyta, ale też pieczołowicie skonstruowany koncept: wyjątkowa oprawa graficzna i niemal godzina wizualizacji stworzonych przez BFV/ Inside Flesh, które wyświetlacie w trakcie koncertów.

The Fall: Jest to trudne pytanie. Muzyka w moim wypadku zawsze rodzi w głowie jakieś obrazy, więc teoretycznie nie potrzebuje dodatkowej ilustracji. To tworzenie obrazu w głowie jest czymś co jest bardzo głębokie, dotyka pewnego sedna. Wszystkie pomoce wizualne – grafiki, teledyski, image muzyków – to coś co moim zdaniem nie powinno zastąpić tego obrazu, ale być dodatkowymi wskazówkami do niego, mają cie nakierować na to, co mieliśmy na myśli. Ja podchodzę do tego w dziwny sposób, nie przepadam za teledyskami, podobają mi się bardzo rzadko i prawie nigdy nie oglądam ich do końca, bardziej wolę wizuale na koncertach, które są jakby rodzajem hintu dla twojej wyobraźni, angażują trochę uwagi, ale nie za dużo. Parę razy byłem na gigach – Current 93, Ulver, GY!BE – gdzie wizualizacje mocno mną wstrząsnęły i pamiętam je do dziś.

Jak w ogóle nawiązaliście współpracę/ trafiliście na BFV/IF? Wbrew pozorom wizualizacje, które dla was zrobili nie są aż tak poryte, jeśli zestawi się je z pozostałą ich twórczością.

The Fall: Niestety nie ma tutaj żadnej wiejącej grozą anegdoty – łącznikiem byli po prostu wspólni znajomi. Jakiś czas temu znalazłem w necie zdjęcie BFV/IF, bardzo proste – przedstawiające nagą postać leżącą w dziwnym, kościelnie wyglądającym budynku i uznałem, że fajnie pasowałoby to do naszej muzyki. Ważne też, że okropnie byliśmy znudzeni współczesną estetyką bm, gdzie każdy na okładce ma okultystyczną rycinę, która jest tak naprawdę zestawem losowych, niewiele znaczących symboli, które można by generować automatycznie.

Zarówno na krakowskim FOAD Fest na którym wystąpiliście na początku grudnia 2017 r. jak i na czterech jesiennych koncertach za naszą wschodnią granicą (Wilno, Mińsk, St Petersburg i Moskwa) można było zaobserwować, że porzuciliście towarzyszący wam wcześniej sceniczny anturaż – „trupie” szaty i habit zastąpiły czarne bluzy, zniknął corpse paint i wisielcze sznury, na koncertach na Wschodzie (w przeciwieństwie do gigu w Krakowie) Silencer zrezygnował nawet z zakrywania twarzy. Skąd ta decyzja? Czy współczesny black metal dojrzał na tyle, że podobne zabiegi odnoszą waszym zdaniem efekt przeciwny do zamierzonego?

S: Nie wiem czy słowo 'dojrzał' jest tym, które użyłbym do opisania tego, w co wyewoluował black metal, ale na pewno zaszły duże zmiany w sferze zarówno wizualnej jak i światopoglądowej. Na ostatnich koncertach promowaliśmy nie tylko Herzogian Darkness, ale też wspomniane wcześniej wizualizacje. Uznaliśmy, że przyjęcie minimalistycznego image'u będzie adekwatne do inspirowanej post-punkiem płyty i odciągnie uwagę widzów od muzyków, skupiając go na tym, co istotne, czyli wizualnej narracji. Na ile trwały będzie ten zabieg to się jeszcze okaże.

W co w takim razie Twoim zdaniem wyewoluował black metal?

S: Miałem tu na myśli zmianę w panującej modzie. W 2010 roku gdy zacząłem na koncertach MP zakładać habit i czarną szmatę na twarz, celem nadrzędnym była izolacja, która pomagała mi się ‘wyłączyć’ i skupić na muzyce. Na rodzimym poletku dominował wtedy jeszcze ‘klasyczny’ trupi image. Obecnie ‘domyślnym’ imagem staje się zestaw kaptur+szmata. Jest to ewolucja, w niektórych przypadkach wynikająca ze skupienia zespołów na muzyce i mniejszego znaczenia image’u w przekazie. Nazwanie tych zmian dojrzewaniem mogłoby sugerować wyższość nowego nad starym, a dla mnie to tylko osobista preferencja.

TF: Ciężko mi bardzo objąć słowem i opisać black metal A.D. 2018, bo bardzo trudno jest takim analitycznym okiem patrzeć na teraźniejszość. Myślę, ze to co jest teraz będziemy mogli sprawnie i chłodnym okiem opisać dopiero za jakieś 5-10 lat, kiedy stanie się to już historią.

Można jeszcze tę sztukę uprawiać „ideowo”?

The Fall: Dobre pytanie. Chyba tak, bo jakaś idea nas wiąże. Większość ludzi słuchających BM jest podobna i dość podobnie kieruje swoim życiem. Pytanie brzmi czy można tę ideę traktować radykalnie, czy można zabić człowieka, spalić kościół, pójść do więzienia, odrzucić doczesne dobra, dziewczynę, pracę, rodzinę i pierdolnąć wszystkim w imię black metalu. Na pewno można, ale w tym momencie będzie to raczej absolutny margines dotyczący kilku odludków i samobójców, którzy swój elityzm subkulturowy potraktowali zbyt poważnie, i nikt nie będzie na nich patrzył z takim romantyzmem, z jakim patrzy się na Deada czy Jona z Dissection.

Jak już jesteśmy przy „dojrzewaniu” black metalu – w ostatnich latach, oprócz rosnącej popularności tej muzyki, wykraczającej już poza podziemie (występy Mgły, Furii czy hehe Batushki na OFFie, docenianie płyt blackowych w prasie muzycznej niezwiązanej ze środowiskiem), dało się też zauważyć zainteresowanie tą stylistyką ze strony twórców kultury instytucjonalnej – najgłośniejszym przykładem takiej współpracy jest chyba udział Furii w święcącej sukcesy inscenizacji „Wesela” Wyspiańskiego w reżyserii Jana Klaty, wy sami natomiast braliście udział w Project O – jednorazowym występie przy okazji wydarzenia „Pamiętaj z Nami”, którego zapis ukazał się potem jako EP-ka „Kir” Odrazy. Waszym zdaniem tego typu współpraca to sprawy epizodyczne, czy może będziemy mogli mówić za jakiś czas nawet o pewnej tendencji?

The Fall: W Norwegii takie rzeczy to oczywiście norma. Duże festy, wernisaże, eventy ocierające się o black metal są tam traktowane jako część ich dorobku kulturowego, coś z czego są w jakiś sposób dumni i zdają sobie sprawę, ze jest to ważna część eksportu kulturowego. Instytucje dopłacają do takiej muzyki i też na pewno czerpią z niej profity. W Polsce black metal to po prostu black metal, jeden z gatunków muzycznych, a nie żadna integralna część naszej kultury. Może się natomiast z naszą kulturą przecinać, mieć jakieś punkty wspólne.

Furia jest zespołem bardzo polskim w swoim wyrazie. Czasem myślę, ze to zespół blackmetalowy o największym współczynniku polskości jaki znam. Słuchasz i w głowie masz nocny pejzaż jak malowany pędzlem Chełmońskiego, tekst dzwoni jakimś pijanym Leśmianem, do tego jeszcze pył węgielny prawie wyczuwalny w riffach . Do Wesela pasują jak ulał. Szczęśliwie udało mi się zobaczyć przed zdjęciem z afisza. Co do Projektu O, to tam ekstremalność muzyki – jej ciężar i depresja przecięły się właśnie z tematyką obozową. Ciężka muzyka stanowiła adekwatne tło do zilustrowania bardzo przykrych i tragicznych wydarzeń. Ale powracając do Twojego pytania – to tylko epizody, i choć te epizody mogą się jeszcze kiedyś pojawiać, to black metal nie jest jednak równoległy z kulturą Polską i nie ma szans na stopienie tych dwóch ze sobą, a szczególnie stopienie na płaszczyźnie instytucjonalnej.

W zainteresowaniu mainstreamu black metalem, wykraczającym już poza „sensacyjne” podejście do ekstremalnej muzyki, widzicie dla tej sceny szanse czy raczej zagrożenia? Czy może w ogóle nie postrzegacie tego w ten sposób?

Wydaje mi się, ze przełom w tej kwestii nastąpi jak wyjdzie „Lord Of Chaos”. Analogowa, brudna i surowa muzyka zostanie przedstawiona w wysokobudżetowym, wycyzelowanym holywoodzkim filmie. Mi black metal ciągle kojarzy się z piwnicznym zapachem grzyba w salce, gitarą za 300zł i jednak jakimś poczuciem zła czy zagrożenia. Sam byłem trochę przerażony jak pierwszy raz byliśmy z Silencerem na festiwalu Inferno w Norwegii, gdzie odpustowość przekroczyła wszystkie moje normy – warsztaty z muzykami, mercz w każdej wyobrażalnej postaci, rejs statkiem, na który się spóźniliśmy bo piłem rano piwko, wielka klimatyzowana sala na koncerty, oraz Dimmu Borgir, którzy wyglądało jak postacie z gry video. Nie wywołuje to we mnie jakiegoś uczucia buntu czy niesmaku. Po prostu jest to dziwne. Z jednej strony może chciałbym żeby to wyglądało inaczej, z drugiej strony każdy z nas jest też beneficjentem tego zjawiska – przecież gdyby nie fakt popularności black metalu, to na ten festiwal w ogóle byśmy nie pojechali.

Piotr Kleszewski

Piotr Kleszewski

Redaktor

Więcej od Piotra:
TUTAJ