Off Festival zaczął już ogłaszać kolejnych wykonawców, a to niezwykle cieszy, bo co roku ich line up dostarcza masę ciekawej, muzycznej rozkminy. Przed-przedostatni taki rzut okazał się wyjątkowo ciekawy. Oprócz Electric Wizard, Neneh Cherry, Loyle’a Carnera znalazłem i kilka nieznanych wcześniej perełek, pośród których w mojej playliście w opcji repeat wylądowali londyńczycy z Black Midi (sprawdźcie koniecznie ich występ dla KEXP!) oraz rezydujący w Berlinie Lotic. A że opcja repeat wygenerowała więcej odtworzeń tego drugiego (nie tylko z powodu większej ilości utworów na ostatnim wydawnictwie), nie mogłem nie pozwolić sobie na krótką recenzję jego najnowszego albumu „Power”.

J’Kerian Morgan aka Lotic pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, żyje jednak w Berlinie, co ze względu na preferowaną i performowaną przez niego twórczość i podejście do własnej seksualności nie powinno dziwić. Jako że to drugie jest sprawą prywatną (choć mającą odzwierciedlenie w tym pierwszym), nad którą rozpisywać się nie mam zamiaru, przejdźmy szybko do najnowszego albumu artysty - „Power". Otóż wydał go label Tri Angel, który w swoich szeregach posiada choćby The Haxan Cloak, czy Forest Swords, możecie więc spodziewać się już, w jakich rejonach dźwięku obraca się Lotic. Co ciekawe swoje mroczne, przeszyte naćpano-introwertycznym napięciem kompozycje, oparte o bity spadające na nas z niemałym ciężarem, artysta łagodzi zaskakująco nieprzyjemno-przyjemnymi, delikatnymi, poszarpanymi melodiami. Do tego dodaje przyprawiające o gęsią skórkę, szeptane wokalizy, czy partie brzmień smyczkowych, które zapewne pochodzenie mają również „elektroniczne” ('Hunted', 'Resillance', 'Fragility').

Lotic nie boi się jednak nieco bardziej klasycznych wokali. Cóż, „klasycznych” to może niezbyt fortunne określenie, ze względu na soczyste ich przemiksowanie. W 'Heart' dostajemy ciekawie zaśpiewany featuring Moro, a w 'Bulletproof' i 'Nerve' - mamrotano-bełkotliwy quasi rap, który w sumie wkurwiałby przeokrutnie, gdy podłożyć go pod trytytkowe produkcje łaków pokroju Lil Pumpa, ale tu pasuje idealnie. Dlaczego? A no dlatego, że wokalna nonszalancja i queerowość (pyk, jaki neologizm) artysty uwiarygodnia jego działo. Poza tym piosenki w dużej mierze nawiązują do brzmienia Aphex Twina (szczególnie z „Selected Ambient Works vol. 1" i "I Care Because You Do"), zachowując zdrową zasadę inspiracji klasyką idącej ku samodzielnemu uwspółcześnieniu. Nie da się tu po prostu nie wyczuć cech charakterystycznych artysty, który swoją muzyką buduje nastroje, które przynajmniej z grubsza postarałem się wam opisać.

„Power” nie jest płytą łatwą w odbiorze, choć to, co już napisałem, może tego w pełni nie oddawać. Postaram się więc w podsumowaniu. Jeśli w sobotę około 7:00 rano zdarza wam się zaciągnąć zasłony, w napięciu poszukując tytoniu do jointa, który opanuje natłok myśli zmierzających do ślepych uliczek zamiast puent, odnajdziecie w muzyce Lotic dziwne, niepokojące ukojenie. Nie będzie wam również przeszkadzać fakt, iż kompozycje sprawiają wrażenie niedokończonych. Jeśli jednak tego w zwyczaju nie miewacie, to może się okazać, że kontekst tej muzyki, silnie osadzonej w dniach zlanych w jeden, przy waszym zmieniającym tempo tętnie, niestabilności poziomu endorfin i niestabilności emocjonalnej, jest jednak pewną barierą. Mimo to warto spróbować zmierzyć się z „Power".

http://metalurgia.net.pl/wp-content/uploads/2019/03/lotic-power-500x500.jpg
Artysta Lotic
Tytuł Power
Wydawca Tri Angle
Data premiery 13 lipca 2018
Czas trwania 35 minut
Tomasz Spiegolski

Tomasz Spiegolski

Redaktor

Więcej tekstów Tomasza:
TUTAJ