Pamiętacie zeszłoroczne marcowe koncerty Gaahl’s Wyrd i Tribulation w Polsce? Oba świetnie przyjęte, oba udane pod kątem frekwencji, oba… wzbudziły niemałe kontrowersje. Bynajmniej nie wspominam o czymkolwiek związanym z Gaahlem. Nie mam też na myśli lamentów odnośnie dokooptowania do składu Uady, bo przecież to skandal, że zespół rzekomo brzmi jak Mgła. Jak wiemy, metal to od lat siedlisko oryginalności i żadna kapela nie brzmi podobnie do innej kapeli. No, ale ja nie o tym. Największe oburzenie dookoła tych występów wiąże się z postacią Jonathana Hultena, gitarzysty Tribulation, którego postawa sceniczna i wyzywający - jak na scenę metalową oczywiście - image zrodził wątpliwości gatunkowych ortodoksów. Czy to w ogóle ma sens? Czy to jeszcze metal? Co on sobą prezentuje, szuka tylko poklasku?

Tego typu komentarze powstały oczywiście w głowach ludzi, którzy mają rodziny, kredyty na samochód, ale kłócą się z obcymi w internecie o słuszność istnienia danej płyty i prawdziwość muzyki. Solowe koncerty Hultena mogłyby przyprawić takich wojowników sceny o prawdziwy ból głowy. Bo oto na scenę wychodzi smukły mężczyzna przebrany za gejszę i śpiewa… Właśnie, co śpiewa?

Charyzmatyczny muzyk Tribulation przywitał się ze słuchaczami swoimi własnymi utworami w roku 2017 za sprawą ep-ki „The Dark Night of the Soul”. Na jej zawartość składały się sprawnie napisane folkowe numery, które przyciągały przede wszystkim swoim minimalizmem. Proste schematy akordów, istotna rola melodii, całość spięta zmultiplikowanymi partiami wokalnymi, wszystko grało jak trzeba. 

Jak na tle swojego poprzednika prezentuje się pełnoprawny debiut szwedzkiego muzyka? Na pewno inaczej. Nie mówimy oczywiście o zmianach z kategorii „obrót o 180 stopni”, aczkolwiek „Chants from Another Place” dowodzi, jak przez te 3 lata rozwinęły się zdolności kompozytorskie Hultena. Daruję sobie wystrzeliwanie wszelkich banałów o tym, że całość przynosi bardziej rozwinięte rozwiązania od inauguracyjnego wydawnictwa, bo clue tego materiału leży gdzie indziej. Sedno tej muzyki stanowi piosenkowość - ma ona wpadać w ucho, czarować aranżacjami, być oparta na maksymalnym stężeniu konkretu. Przykładem choćby „Next Big Day”. Już wiem, że ten numer będzie koncertowym evergreenem, a przecież jego receptura jest dziecinnie prosta. Mówimy o chwytliwej melodii, która po trochu czerpie i z folku, i alt-country, do tego dodajemy charakterny wokal z obowiązkowym teatralnym przeciąganiem końcowych głosek i hit gotowy. Znaczące jest także umiejscowienie subtelnych partii klawiszowych w tych numerach. Otwierający „A Dance in the Road” właśnie dzięki tym syntezatorowym muśnięciom działa tak, jak trzeba - z narastającym napięciem, w stylu Hitchcocka. Nie sposób zapomnieć także o śpiewie Hultena. Jego charyzmatyczny głos, bardzo zgrabne lawirowanie między rejestrami - od niskich aż po te wysokie - to właściwie główny atut tej płyty. Tym bardziej, że muzyk doskonale wie, kiedy wyhamować, mimo swoich umiejętności nie przegina struny, działa w służbie piosence, wszystko inne schodzi na drugi plan. 

Takie płyty jak „Chants from Another Place” mają specjalne miejsce w moim serduszku. Czekałem na nią długo, ostrzyłem sobie ząbki, spodziewałem się materiału zbliżonego poziomem do „The Dark Night of the Soul”, otrzymałem coś, co z miejsca go pożarło. Chapeau bas, panie Jonathanie.

http://metalurgia.net.pl/wp-content/uploads/2020/03/jonathan-hulten-chants-from-anothe-place-recenzja-500x500.jpg
Artysta Jonathan Hultén
Tytuł Chants From Another Place
Wydawca Kscope
Data premiery 13 marca 2020
Łukasz Brzozowski

Łukasz Brzozowski

Redaktor

Więcej tekstów Łukasza:
TUTAJ