Zespół Ciśnienie wziął mnie z zaskoczenia. Podczas finałowych występów zeszłorocznej edycji katowickiego cyklu muzycznym „Dzielnica Brzmi Dobrze” uszom mym ukazała się muzyka trudna do zdefiniowania, poszukująca, a co najważniejsze wyróżniająca na tle innych, występujących tego dnia zespołów. I nie mam tu na myśli jedynie oryginalnego zestawu instrumentów, jakiego używają członkowie grupy, czy ciężaru, jaki momentami niespodziewanie osiągają ich kompozycje. Zacząłem więc śledzić poczynania Ciśnienia i ku mojemu zaskoczeniu i radości zauważyłem, że z miesiąca na miesiąc coraz więcej ludzi z różnych zakątków Polski zaczęło wspominać o nim na swoich Facebookowych wallach. Jeśli więc chcecie dowiedzieć się więcej o jednej z najciekawszych, katowickich grup, przeczytajcie, co Ciśnieniu na żywo, w studio, ale również nieco o lokalnej scenie muzycznej opowiedzieli mi członkowie grupy — Maciek, Kacper oraz dwóch Michałów.

*

Jak duży wpływ na zespół Ciśnienie mają Katowice i Śląsk?

Trójka z nas, czyli Michał, Maciek i Michał są ze Śląska i mieszkają w samych Katowicach albo niedaleko. Kacper przyjechał tu z Prudnika studiować, ale zostanie trochę na dłużej. Miasto i sam Śląsk rozwijają się w dobrą stronę, otwierają się coraz bardziej na kulturę, co bardzo przyciąga takich osobników jak my. Fakt, że taki zespół jak nasz może się tu rozkręcać (?), świadczy o otwartości ludzi na nowe. A co do samego pytania, to wydaje nam się, że my mamy wpływ na osoby chcące coś takiego usłyszeć i one na nas. Jest odbiór tego, co chcemy przekazać. Dobra transakcja wiązana.

Swoją najnowszą płytę zatytułowaliście „JazzArt Underground". Skąd tak bezpośrednie nawiązanie do najciekawszego jazzowego festiwalu na Śląsku?

Pierwsze trzy utwory z płyty zostały zarejestrowane podczas naszego występu w ramach JazzArt Festivalu właśnie. Był to koncert-niespodzianka w piwnicy budynku Miasta Ogrodów (całość jest do obejrzenia na YouTube!) - stąd underground. Ponadto w JazzArcie najbardziej nam się podoba to, że repertuar nigdy nie jest stricte jazzowy w tradycyjnym rozumieniu. Na każdej edycji występują wykonawcy, którzy normalnie z jazzem nie są kojarzeni, a jednak w podejściu do tworzenia i wykonywania są jazzowi na wskroś. My też się za takich mamy.

Owszem, Wasza muzyka ma w sobie elementy jazzu, ale też słychać w niej wpływy takich gatunków, jak post rock w swojej pierwotnej, eksperymentalnej formie, drone, czy nawet elementy sludge'u. Słuchacie tych gatunków?

Słuchamy jak najbardziej. Swans, Mogwai czy Sunn O))) stanowią jedne z naszych najważniejszych, choć często mimowolnych inspiracji. Nie zakładamy nigdy, że „robimy teraz numer jak Swans”, tylko jakoś samo tak wychodzi.

A jak sami sklasyfikowali byście Swoją muzykę?

Jeśli mielibyśmy włazić do jakichś szuflad, to najbliżej nam do jazzującego post rocka, ale często ciężko to określić — nie znamy się wystarczająco na gatunkach i podgatunkach. Ktoś nas określił jako jazz przetłumaczony na język post rocka, co brzmi całkiem sensownie. Jednak jedyna klasyfikacja, pod jaką się wszyscy możemy podpisać to, że robimy najlepszą muzykę na świecie, bo cholernie nam się podoba!

Oprócz klasycznych instrumentów w składzie — perkusji i gitary basowej/elektrycznej, syntezatorów — istotną rolę ogrywa waltornia, a całość prowadzą skrzypce. Jak wpłynęło to na proces komponowania i aranżacji utworów?

Chyba nie ma to jakiegoś wielkiego wpływu na sam proces kompozycji, najczęściej wychodzi nam to zupełnie naturalnie. Zwykle zaczyna się od jakiegoś małego pomysłu, czy to na rytm, czy na harmonię, czy na podkradnięcie motywu od Arvo Parta, co potem rozrasta się do dwudziestominutowych potworów. Czasem zdarzają się momenty, w którym stwierdzamy coś w stylu „tu byś mógł coś zatrąbić”, ale zwykle jakoś się to wszystko samo rodzi.

Oba Wasze wydawnictwa — nowy album i wcześniejsze „Live Sessions” — nagrane są podczas występu na żywo. Czemu poszliście tą drogą, a nie na przykład rejestracją na 100ke w studio?

Doszliśmy do wniosku, że nie da się tej muzyki w jej pełnym wymiarze nagrać w studio. Każde wykonanie jest inne, więc i tak musielibyśmy zagrać każdy utwór w całości po kilka razy, żeby móc wybrać najlepsze wykonanie, a problem w tym, że nas ta muzyka strasznie angażuje emocjonalnie. Zagranie takich „Samych Trupów” pięć razy z rzędu i utrzymanie tych samych emocji przy każdym podejściu jest niewykonalne. Za to na koncertach nie ma z tym problemu, mimowolnie dajemy z siebie wszystko i nawet jeśli się pojawiają jakieś niedoskonałości, to jest to wpisane w tę muzykę. Ona na koncertach dopiero zaczyna żyć, więc tak ją też będziemy rejestrować.

W kompozycji "Fratres" słychać partię wokalną. Czy to zabieg jednorazowy, czy wokal będzie pojawiał się częściej?

Na razie ponownie się nie pojawił, ale jak tylko gdzieś przypasuje, to się pewnie pojawi znowu. W jednym z nowszych utworów - „Reisefieber”, Kacper sobie czasem krzyknie w pauzie generalnej, ale czasem nie, więc się to chyba nie łapie jako partia wokalna.

Lubicie eksperymentować ze Swoim brzmieniem? Pamiętam koncert w nieistniejącym już Winklu, gdzie w trakcie całego występu towarzyszył Wam jeszcze jeden dęciak...

Lubimy dostawać wiadomości, że ktoś chce z nami zagrać, szczególnie ktoś tego kalibru, jak Morris Kliphuis, z którym mieliśmy przyjemność pograć. Brzmienie wychodzi z potrzeby, jaką nadaje utwór, a czasem zupełnie odwrotnie, budujemy numer na tym konkretnym brzmieniu. To proces, który ciągle się zmienia, dlatego jak najbardziej – lubimy eksperymentować, nie tylko z brzmieniem.

Istotnym elementem koncertów Ciśnienia są wizualizacje Karoliny Pawelczyk. Jak doszło do tej współpracy?

Z Karoliną znamy się od dość dawna, a tak się akurat złożyło, że potrafi robić fantastyczne, abstrakcyjne wizuale, więc współpraca wynikła bardzo naturalnie. Jak zresztą wszystko w Ciśnieniu.

Postawiliście Karolinie konkretne wymagania, czy daliście jej wolną rękę?

Daliśmy i dajemy jej wolną rękę, przez co często samych nas zaskakuje to, co się na tych wizualach pojawia (ostatnio były na przykład zęby i mecz piłki nożnej).

To prawda, są niezwykle oryginalne i przykuwają wzrok! A pojawiają się one również na wyjazdowych koncertach?

Póki co się nie udało, głównie ze względu na konflikty terminów (wszyscy zarobieni po uszy), ale zawsze próbujemy te dzikie obrazki dołączać do koncertów.

Widziałem już niejeden Wasz koncert i zawsze zbieracie pod sceną całkiem sporo osób. Czy występy Ciśnienia poza Katowicami przyciągają konkretną publiczność, o konkretnych oczekiwaniach co do muzyki?

Jesteśmy na takim etapie pokazywania się szerszej publiczności, że praktycznie każdy koncert — w Katowicach, czy gdzie indziej, jest dużym zaskoczeniem dla publiczności. Dla nas samych również. Z biegiem czasu może się to zmienić. Może na koncerty będzie przychodziła jednolita grupa odbiorców. A może zupełnie odwrotnie, będziemy łączyć pokolenia i słuchaczy różnych gatunków muzyki.

Opowiedzcie co nieco o cyklu Dzielnica Brzmi Dobrze. Jesteście z nim również związani, co wyrażone zostało podziękowaniami w notce na najnowszym albumie.

Po prostu się poznaliśmy dzięki temu projektowi. Lód 9, czyli Maciek i Michał — połowa Ciśnienia — oraz Fuck The People, czyli zespół Kacpra, były laureatami pierwszej edycji, a drugi Michał przy niej pracował. Ktoś nas nazwał Dzikim Dzieckiem projektu Dzielnica Brzmi Dobrze i w sumie się to zgadza. Z kolei sama inicjatywa „Dzielnicy” jest na pewno ewenementem w skali kraju oraz doskonałym przykładem na to, że Katowice mają wiele do zaoferowania, pod kątem wschodzących projektów muzycznych i nie tylko.

Ok, powiedzcie jeszcze gdzie macie zamiar pojawić się z koncertami w tym roku? Wiem, że już niebawem w Katowicach wystąpicie ponownie na jednej scenie z Lonker See, tym razem nie w klubie Sixa, ale w Hipnozie.

Póki co gramy 19 września w Hipnozie właśnie, a później 4 października we Wrocławiu, razem z Lodem 9 (który lada chwila wypuści nową płytę, polecamy ją jak najbardziej, rzecz jasna). Jeszcze w październiku zagramy kilka koncertów w... Portugalii, ale o tym będziemy informować na bieżąco. Dodatkowo planujemy kolejny występ z orkiestrą dętą, w okolicach Barbórki. Poza tym na tę chwilę nie mamy jednak nic zaplanowanego, ale chcielibyśmy, tak więc Drogie Kluby Muzyczne oraz Drodzy Programerzy i Promotorzy - my bardzo chętnie! A, no i #ciśnienienaoffie!

Tomasz Spiegolski

Tomasz Spiegolski

Redaktor

Więcej tekstów Tomka:
TUTAJ