Swego czasu na YouTubie niezwykle popularne były metalowe covery popowych utworów. Dlaczego? Nie wiem, nie pytajcie. Jednak jak to z trendami bywa, i ten zaczął w końcu znikać ze strony głównej (niestety nie kompletnie). Przez chwilę kilku YouTuberów starało się wybić na nieco innym, ale wciąż podobnym koncepcie - “Jak grałby [tutaj wstaw popularny zespół metalowy], gdyby miał brzmienie jak [tutaj wstaw inny popularny zespół metalowy]”. “Obraz pozorny”, czyli najnowszy album krakowskiego Mastemey, jest odpowiedzią na nigdy nie zadane pytanie - co by było, gdyby ten kontent przenieść na długogrający album?

Zespołem który bez wątpienia stanowił dla Mastemey główne źródło inspiracji i który jest wszechobecny już od pierwszych sekund “Obrazu pozornego” jest Gojira. I mówiąc o inspiracji, mam tu na myśli “pożyczanie” riffów i patentów. Nie trzeba być nawet największym fanem muzyki Francuzów, żeby zauważyć podobieństwa. Gdyby podłożyć wokal Duplantiera z ‘Low Lands’ pod ‘Cyfrowi’, można by było nawet nabrać kogoś, że jest to demo tego pierwszego utworu. ‘Nasz upadły’ to z kolei puszczanie oka do opus magnum Gojiry - “From Mars To Sirius”. I można tak wymieniać dalej, bo nawiązań tutaj nie brakuje. Mastemey jednak przepuszcza progresywny death metal przez thrash/ groove metalowy pryzmat. I o dziwo nie brzmi to najgorzej. Panowie są sprawnymi instrumentalistami i z chęcią usłyszałbym więcej ich, a mniej ich idoli. Jeśli jednak nie przeszkadza wam “gojirowanie”, a wręcz brakuje wam go w ostatnim czasie, “Obraz pozorny” może być albumem, który zapełni tymczasowo pustkę po 3 latach bez nowego materiału Francuzów. To znaczy mógłby, gdyby był to album wyłącznie instrumentalny.

Zarówno barwa głosu wokalisty, jak i teksty w języku polskim ciągną ten album w dół. “Obraz pozorny” to zbiór truizmów oraz częstochowskich rymów podanych w co najmniej męczący sposób. Męczy się nie tylko słuchacz, ale również wokalista, który brzmi jakby krzyczenie sprawiało mu trudność. Jest powód dla którego słyszymy tak mało albumów w języku polskim. Śpiewanie po angielsku jest po prostu łatwiejsze - nie trzeba robić lingwistycznych fikołków, żeby zachować sens i można to zrobić bez rozbijania dynamiki. Mastemey podjęło odważną próbę nagrania albumu w rodzimym języku, jednak na tym froncie poległo. Na końcu książeczki do “Obrazu pozornego” znajdziemy napompowaną patosem notatkę tłumaczącą górnolotne przesłanie albumu. Przez wszystkie 8 utworów odbiorca doświadcza moralizatorstwa, który słyszy się zwykle od natchnionych internetowych coachów. I jak na manifest (przynajmniej zespół deklaruje, że “płyta jest manifestem”), dużo w nim ogólników, wskazywania palcami, wygrażania i pouczania, a niewiele rzeczywistego spojrzenia na jakikolwiek problem, o których piętrzeniu się we współczesnym świecie jesteśmy przekonywani. Z jednej strony to zrozumiałe, bo trudno wymagać od muzyków zagłębiania się w tematy moralności, etyki i globalnych problemów, ale z drugiej być może warto sobie odpuścić rolę sumienia ludzkości i misję nawracania świata na właściwe tory, skoro jedyny wniosek z płynący z tekstów, to że “świat na którym żyjemy jest zły, a media chcą nas zniewolić”. “Obraz pozorny” raczy nas zestawem tekstów, które świszczą od patosu i bardziej pasują do Jakuba Czarodzieja, niż do wokalisty zespołu metalowego. Nie mówiąc już o kwiatkach w stylu “Twoje słowa nie znaczą już nic. Jesteś wyklęty. Jesteś jak nic”, czy “Nie chcesz być. Nie chcesz trwać. Ignorancja jest zbawieniem dla was - mas”.  

Jeśli skupić się wyłącznie na instrumentalnej stronie “Obrazu pozornego”, to można się podczas jego słuchania naprawdę dobrze bawić. I nawet płasko brzmiąca perkusja nie odbiera przyjemności ze słuchania gry gitar i basu, które brzmią zajadle i soczyście. Co prawda oryginalności nie można Mastemey zarzucić, ale o dziwo przeniesienie gojirowych patentów na thrashmetalowe/ groovowe poletko sprawdza się nie najgorzej. Niestety zarówno wokal, jak i teksty sprawiają, że raczej odpuszczę sobie ponowne zmagania z “Obrazem pozornym”.

http://metalurgia.net.pl/wp-content/uploads/2019/05/mastemey-obraz-pozorny-500x500.jpg
Artysta Mastemey
Tytuł Obraz pozorny
Wydawca Wydanie własne
Data premiery 20 marca 2019
Czas trwania 39 minut
Michał Smoll

Michał Smoll

Redaktor

Więcej tekstów Michała:
TUTAJ

Viagra Boys to 6-osobowy, szwedzki zespół, który powstał w 2015 roku w Sztokholmie. Ich brzmienia nawiązują do garażowego punk'a, a sami członkowie grupy określają swoją muzykę mianem "street blues”. 14 lutego artyści wystąpią w warszawskim klubie Hydrozagadka.

Pierwszą EP-kę pt. “Consistency of energy” Viagra Boys wydali w 2016 roku. Krótko po tym dołączyli do lokalnej, niezależnej wytwórni YEAR0001, w której obecnie wydają także YUNG LEAN czy Bladee i wypuścili swoje kolejne materiały. Pod koniec września 2018 roku ukazał się natomiast debiutancki, długogrający album zespołu pt. "Street Worms".

Do Polski Viagra Boys przyjadą po raz pierwszy i zagrają w ramach Street Worms The Tour.

Data: 14.02.2019
Doors: 19:00
Start: 20:00
Miejsce: Klub Hydrozagadka

Bilety dostępne na www.followthestep.com, w bileteriach Biletomat.pl - bilety online, Eventim.pl, ebilet.pl, Going., GoOut.pl i Ticketmaster Polska oraz w stacjonarnych punktach sprzedaży empik, Saturn Polska i MediaMarkt Polska.

Organizator: Follow The Step

*

Sprawdźcie również podsumowanie płytowe 2018 roku według Michała, w którym znalazło się "Street Worms".

http://metalurgia.net.pl/wp-content/uploads/2019/02/viagra_boys_cover-1600x840.png

Napisz co ci leży na wątrobie

Chcesz wysłać album do recenzji? Zauważyłeś błąd w naszym tekście? Cokolwiek?

Napisz na naszego maila: metalurgiafm@gmail.com

Crushing misanthropic sludge crust - już sam opis tego co gra Lambs, nie zwiastuje muzyki dla potulnych baranków bożych. Miażdżące brzmienie wciska w fotel już od pierwszych sekund 'Fear Is Your Key'. 

Źródła inspiracji Lambs można mnożyć w nieskończoność. Od black metalu z wpływami hardcore, poprzez crust, czy na sludge kończąc. Zaskakująca jak dla takiej muzyki produkcja, która przywodzi na myśl wydawnictwa blackmetalowe, doskonale koresponduje z pierwotnym krzykiem wywodzącym się w większym stopniu ze sceny crust.

‚You Will Follow Me Down’ prezentuje bardziej hardcorowe podejście w porównaniu z blackmetalowymi blastami w utworze otwierającym wydawnictwo. Mroczna i przytłaczająca atmosfera uderza w słuchacza od razu, bez nawarstwiania się i budowania napięcia (prawie jak w życiu). Najbardziej w niej zanurzony jest prawdopodobnie trzeci, ostatni utwór „And Your Time Will Colapsed”. Nagła wolta następuje w jego połowie, gdy tempo ulega zwolnieniu, a kurtyna niepokoju opada na słuchacza. Perkusja w mantryczny sposób wybija rytm, podczas gdy wokal zamienia się w opętańczą recytację przy wtórze rzężących gitar. Takie momenty sprawiają i emocje nimi wzbudzane sprawiają, że chce się do nich wracać.

Atmosfery dopełniają teksty. Mizantropijne i pełne punkowej nienawiści. Nie są one odkrywcze i stawiają filozoficzne pytania na które nie ma odpowiedzi, ale doskonale spełniają swoją rolę w połączeniu z mrocznym podkładem. Całość kończy się szybciej niż wynosi intensywność blastów w ‚Fear Is The Key’.

Gdybym miał wskazać jeden ulubiony moment z całej EP-ki miałbym problem. Tych nieco ponad 13 minut tak intensywnej muzyki powinno się słuchać od początku do końca i traktować jako całość. Na pewno jednym z ciekawszych momentów jest zwolnienie w ostatnim utworze, które kontrastuje z resztą, a jednocześnie jest spójne jeśli chodzi o atmosferę w której wydawnictwo jest utrzymane.

http://metalurgia.net.pl/wp-content/uploads/2019/01/lamb-betrayed-from-birth-500x500.jpg
Artysta Lambs
Tytuł Betrayed From Birth
Wydawca Drown Within Records; Unquiet Records; Dullest Records; Wooaaargh
Data premiery 1 września 2015
Czas trwania 00:13:27
Michał Smoll

Michał Smoll

Redaktor

Więcej tekstów Michała:
TUTAJ

Michał miał okazję dać upust swoim ejtisowym fascynacjom, rozmawiając z jednym ze swoich ulubionych twórców synthwave’owych dźwięków, czyli Williamem Malcolmem, odpowiedzialnym za projekt Nightrun87. Na naszej stronie znajdziecie również recenzję jego ostatniego mini-albumu- „Video Girl”. Tymczasem poniżej Kraków rozmawia z Sopotem o VHSach, kasetach, nostalgii i dziewczynach.

Z Malcolmem rozmawialiśmy pod koniec 2016 roku.

*

Jesteśmy niedługo po premierze Twojego ostatniego wydawnictwa zatytułowanego „Video Girl”. Jakie jest jego przyjęcie?

Bardzo pozytywne! Otrzymałem mnóstwo korzystnych komentarzy od słuchaczy i widzów teledysku. Dużą zasługą tego jest niewątpliwie fakt, że album jest na tyle zróżnicowany, że niemal każdy jest w stanie znaleźć dla siebie coś interesującego.

Rok 2016 był pracowitym dla Ciebie okresem. Na początku roku ukazało się „Starships”, potem współpracowałeś z Tranquilizer, z którymi nagrywałeś i koncertowałeś, a w końcu możemy słuchać „Video Girl”. Coś pominąłem?

Te bardziej przyziemne sprawy, mam tu na myśli przeprowadzkę i remont..haha

Jak przy tylu różnych projektach i ciągłym nagrywaniu muzyki znajdujesz czas na cokolwiek poza nią?

Kocham tworzyć, nagrywać i bawić się muzyką i tak też spędzam większość swojego czasu. Poza tym jestem fanem amerykańskiej popkultury m.in.  amerykańskich komiksów, horrorów z lat 80’tych. Odpoczywam też chętnie przy grach Nintendo.

Nie jest żadną tajemnicą, że oprócz muzycznej nostalgii jesteś również fanem klasycznych i kultowych już filmów z ubiegłego wieku. Masz gdzieś wciąż zachowany odtwarzacz VHS, czy wybrałeś jednak DVD?

Kilka lat temu przeszło mi przez myśl, żeby zamienić wszystkie posiadane przeze mnie video na format DVD albo Blu-Ray. Mam całkiem sporą kolekcję video, zajmuje więcej miejsca na półkach niż DVD.  Niemniej jednak jakość obrazu i dźwięku jest gorsza, ale video ma coś czego DVD nigdy nie będzie miało – “duszę”. Nic nie zastąpi klimatu starego topornego pudełka video, z epicką okładką i cytatem z filmu typu: “The good news is your dates are here. The bad news is….They’re dead”!

Kim jest ta tajemnicza Video Dziewczyna?

Video Dziewczyna jest zainspirowana motywem z mangi pt. Video Girl Ai, który opiera się na uczuciach człowieka do wirtualnej postaci.  Temat jak i jego szerokie możliwości do interpretacji spowodowały, że postanowiłem go wykorzystać w swojej twórczości.

Przy okazji „Video Girl” współpracowałeś z dwiema Paniami o pięknych głosach: Marthsia i Wiosną. Czy pisząc utwory ‘Video Girl’ i ‘Enjoy’ na których się pojawiły, myślałeś już o tym, że to one w tych kompozycjach się pojawią, czy może ta kolaboracja wynikła później?

Od początku pisałem “Enjoy” z myślą o duecie z Wiosną i na szczęście się zgodziła. “Video Girl” powstało z początku jedynie z moim wyobrażeniem damskiego głosu. Wiedziałem czego szukam i kiedy tylko Marthsia wysłała mi demo z próbkami swojego głosu, wiedziałem, że jest to głos jakiego potrzebuję. Mam nadzieję, że będę miał okazję współpracować z Marthsią i Wiosną przy kolejnych projektach muzycznych.

Utwór ‘Get Off The Train’ powstał wcześniej niż reszta materiału. Dlaczego zdecydowałeś się go umieścić na tym wydawnictwie?

‚Get Off The Train’ miał trafić na mój pierwszy album ale po przesłuchaniu całego materiału zdecydowałem, że za bardzo odbiega od reszty. Tak samo nie pasował do albumu “Starships”. Miałem pomysł, żeby go wydać jako singiel ale mniej więcej w tym samym czasie zacząłem pracę nad “Video Girl” i tam ostatecznie znalazł swoje miejsce.

Wraz ze wzrostem popularności synthwave’u widzi się coraz większe zainteresowanie kasetami jako nośnikami muzyki. Czy Twoim zdaniem jest to spowodowane wyłącznie nostalgią, czy może oferuje ona coś czego nie mają inne nośniki?

Podobnie jak z video, kasety magnetofonowe mają “duszę”. Jest w tym też sporo nostalgii, która wiąże się z samą koncepcją synthwave’u, klimatem jak i charakterem tego rodzaju muzyki. Kasety zmieniają też jakość utworów potęgując klimat lat 80! Nie mogło obyć się bez nich.

Jakie masz muzyczne plany na 2017?

Już od roku zbieram pomysły i natchnienie na duży LP. Wracam do studio na początku stycznia i już trwają rozmowy z innymi muzykami, wykonawcami i producentami z którymi chciałbym współpracować przy kolejnej produkcji. Do tego koncerty i występy live są w planach. Będzie pracowity nowy rok.

GosT czy Perturbator? Kto w tym roku rozdał karty?

John Carpenter z albumem Lost Themes II!

Michał Smoll

Michał Smoll

Redaktor

Więcej tekstów Michała:
TUTAJ

We had an opportunity to talk with legendary Albin Julius from Der Blutharsch. As we expected, he’s really cool guy. If you don’t believe us, just check below.

Interview was made in the late 2016.

*

On 14th of October 2016 you were about to play in Cracow. We all know what happened. Gazeta Wyborcza wrote to the venue with ridiculous accusations of nazism and they were too scared to reply so they cancelled show. But freedom of speech finally won and you’re playing on the same exact day in Wroclaw. What was your first reaction when you heard about that bullshit you were accused of?

WTF – again? I was quite surprised the first moment – but then – actually I know how it works. People are stupid and lazy and the internet is a highway of misinformation. Instead of digging deeper and going on factfinding mission and talking to us – which a real journalist would have done – the newspaper obviously wanted just a scandalous headline . The fact how they formulated it proofs.

The strange thing is that this happened in Poland – a country where ten thousand rightwing people can demonstrate and march openly in the streets without any big protest, where they burn rainbows and where an ultraright government reigns. It all in all is more bizarre than sad. But well: The world seams a crazy place.

Have you been trying to speak with Gazeta Wyborcza about this? What was their argumentation?

Although I know it’s useless I wrote them. And I was surprised that I got an answer which actually was only „Blahblah”. That’s what they wrote back:

Dear Sir,

In your letter you have stated that it is a shame how media spread incorrect information. Indeed, we also believe that it is a serious issue. However I assure you that in the text we have published you will not find such tendency nor false information. Moreover, all the elements you have mentioned were covered in our text, that is aesthetics, provocation etc, as well as Der Blutharsh’s musical evolution, and even your opnion on the accusation of the neofascism (quote: >“If I really was a Nazi, I do not think I would come to perform in Israel and release a CD for the Israeli people, do you?”<). It was our intention to provide the readers as well as the organizers of the event with a comprehensive coverage of the band’s creative activity and its historical background. I ensure you that there was no misinformation nor manipulation.

Regards,
Przemysław Kantorski
Gazeta Wyborcza

Well… what shall I say?

Is it common that people do not seem to understand what your music is about?

Actually – we did have used  an extreme image in the past and provocated the most possible – but intelligent people dealing with what we did or with the musical scene we had been involved knew that this is provocation and part of the art. I never understood people who couldn`t separate an image or a show from what people really think.  BUT – that people do not see or notice that we left this path over 15 years ago – having changed music, image and attitude dramatically – talked openly about what we belief in and that we hate religion and politics – obviously seams  not a fact of interest for those people still needing an easy target and a cheap enemy. I mean – go and fight the real Nazis. But maybe this is too much effort or too much danger. It’s easier to just attack some harmless bands and then feel good? I do not know.

In our last tour we performed in Vienna @ Arena Wien (some good  friends work there – it’s Viennas best location) and an openly antifascist place. This was here seen as statement of us – which it was – and as we have some friends involved in AntiFa movement there was finally a moment when even the last ignorant understood.

What is The Church Of The Leading Hand? Is it some kind of congregation experienced through the music or is it just a cool name? What are the origins of that name?

It arose actually from a running gag on a past tour – how exactly it came up I can only darkly remember… I think I was a bit „rude” once to the gang. You know. When you are on tour and you have to drive hours etc – I darkly remember that I said to the guys during a break when I wanted to make them hurry „you all need a strong hand”… so this in the van got a joke and ended up in this. But that’s only a dark memory. Nevertheless… I more and more liked the idea and when I did choose to take it into the name it was a sign for me to change and end Der Blutharsch in the form it existed till then and also for me it reflected that the band actually is a collective. You might have noticed that over the years loads of people collaborated and still will. I like the name because for me it’s really what Dbaticotlh is!

Do you believe that people can form some kind of community connected all together through the music?

I think. I mean… I know. Somehow. Thinking about myself… all my friends I met via muisc. Even my wife Marthynna I got to know from concerts we visited and we always met on the same kind of concerts and parties. So – YES – I do. The best doing music – besides the fact that I am addicted to music – is to meet people who belief on the same thing. There are a lot of faggotts out there – but sometimes you really find the right people. And this is really important for me. To see that there are cool people who give a shit about anything and do just their own thing and think same in any aspects than yourself. In a world of useless consuming people this is essential for me. Otherwise I totally would lose belief in mankind, well actually I did anyway.

But I talk about music in general – not about being a part of a scene. For me it is very important to be open. For me there’s only good music and bad music – and I decide what’s good and bad. If you stay open you can discover so much good music and some nice people.

You’re going to release your new album this year. It’s called “Sucht & Ordnung” and first track we could listen to online is very promising. How would you describe this new album? Will it be something completely different? Or maybe it will be logical next step in comparison with you last album?

“Sucht & Ordnung” was more an „accident”. For playing life we always transform songs from our albums into life and change and adapt them – so when back I thought it would be nice to capture some of them in the life version. Except the first song which we „wrote” – actually it’s more or less still live a jam – the other two are how we played them live.

We went into a proper studio where we could record all live together and we just played two takes of each song and sued the best version. All on “Sucht & Ordnung” is palyed live without any over dubs etc. This was the first time we recorded all live and it was a really good experience and – hell of a funny time!

Actually for me this is also a statement about the band. I am really REALLY happy to have this line-up now – good friends with the same humour who take themselves not important and can laugh about themselves. I enjoy playing together but also juts hanging out together – and somehow S&O for me is a document about it all.

Some would say, that a good material need time to grow and mature. You’re recording new album every year and I wouldn’t say, that your music is immature or blunt. For me it’s always fascinating and made with great passion. Where do you find your inspiration and ideas for new songs in that short amount of time? From where your passion comes from?

I do not know how it works. Actually I really feel music did find me and that’s probably – the best thing which happened to me. For me doing music is not a passion – it’s an addiction. I feel uncomfortable if I cannot do music. I just do and actually I do not really care about what comes out. I go to my studio – I have an own studio in my house which makes it really easy for me to go – if I want I go and work – and honestly I am always surprised myself what comes out in the end. I do music for myself and my inner peace and if I like it that’s all what counts, but it’s nice that people obviously like it too.

Also I have to say – for me the process of doing music is what counts mainly. I actually never listen to my own music after its released and work is finished – only if we have to choose songs for live – then I have to go though some material again, which is nice as it’s meeting an old friend you haven`t seen for ages. BUT – for me – as always in life – what counts is NOW – not the past, not the future!

In history of Der Blutharsch you’ve been playing and recording with other artists. One of my favourites is an album with Aluk Todolo. How did it happen that you’ve made this collaboration? What similarities there are between you and them that led to that collaboration?

Actually it’s also one of my fav albums. Aluk Todolo are fans of DB and did organize a show for us in Paris some years ago. We first met the day before where we both played at Incubate Festival in Tilburg. We immediately went along very easily and liked each other. The next day in Paris we had so much fun – I didn`t know their music before – our guitar player Jörg was a fan of them already – and when back I listened to the records they gave me in Paris. Immediately turned into a fan and just thought it would be nice to suggest a collaboration. I did and – it happened.  I think mainly I asked because of their personalities and the fact I never heard such music before.

I think mainly I have to like the person the music is secondary – but has to be unique. I love bands who do their own thing and found their own way to express themselves.

Actually I am not interested in a band which has music similarities – au contraire – for me musically it is much more interesting to work with other music, I gain much more experience from this and it’s much more interesting. We just finished a collaboration EP with White Hills which will be released soon and another one with Skullflower (a band I like since 20 years or so).

A band I really would like to collaborate with is Dälek – simply because I love what they do and because for me it would be really a challenge to work with this kind of music.

In 2016 there is 20th anniversary of Der Blutharsch. What years do you recall as best and worst?

I do not know – we had so much fun all these years and I think I could write a book with many crazy things. Actually… it was only fun and even sometimes we had some „problems” we managed to solve them – for every solution there is a problem – and still are around. I – looking back – do not regret anything as it did lead me to where I am now and this is really what I totally love at the moment. But I am sure the journey is not over and I am curious what will happen next.

Actually – many „best” things – but I cannot really remember anything „worst” – not that bad I would say.

If you could go back in time and tell your younger version one sentence, what would it be?

Do what you wilt and follow your intuition. And enjoy the trip! And be aware… you will every moment on your journey having the best time of your life, if you know how to enjoy!

You’re visiting Poland not only to play shows, but also as a tourist. What region or city has been your favourite so far?

Nearly every year I have been. First time ever I have been to Warsaw in 1987 on my way back from Russia. Wroclaw is always a great target – as we go there regularly for WIF. I really loved Torun – been there twice – 2 years ago we went to Gdańsk and Mazury. Gdańsk  is amazing but also Mazury was beautiful! And finally I managed – by accident on our wedding anniversary to visit Malbork. This was a target for me since I was a teenager – always wanted to visit it – and finally…we did. Loved it. Next summer we are planning to come back for summer holiday and go to visit South Poland and Świdnica and the area around.

Do you know any Polish bands or Polish music? What are your favourites?

Unfortunatelly I do not know too many Polish bands – but the very few I know I really like. Firts there is Job Karma – the band of our friend Maciek who does organize the fantastic WIF – amazing band! Then I know Jude – which I did see by accident once at this festival – very heavy guitar stuff – loving it. Also I know Rigor Mortis – great life!

Maybe I know a few more but actually that’s what comes in mind first. I know you have some good BM bands there too.

What is pissing you off the most in this world?

Ignorance and the fact how mankind destroys our planet. About anything else I do not really care.

Do you have something to tell your Polish fans at the end of this interview?

Next time when you see me buy me some Fortuna Wiśnia! And… enjoy life… it’s short!

Michał Smoll

Michał Smoll

Redaktor

Więcej tekstów Michała:
TUTAJ

Artur Rumiński, wszechstronny gitarzysta, prawdziwy tytan pracy. W ubiegłym roku zagrał między innymi na albumach Furii, Mentora czy ARRM. Nie spoczywa jednak na laurach i już zapowiada kolejne wydawnictwa. 

Wywiad został przeprowadzony w lutym 2017

Udzielasz się w ogromnej liczbie projektów, między innymi THAW, Furii, Mentorze, ARRM… Powiedz, masz jakieś wykształcenie muzyczne?

Nie, jestem samoukiem. Nigdy też specjalnie dużo nie ćwiczyłem i uważam, że jestem słabym gitarzystą, zdobywałem po prostu doświadczenie grając z innymi ludźmi.

Pewnym wspólnym pierwiastkiem dla Twoich przedsięwzięć muzycznych – czy tych metalowych, czy też bardziej alternatywnych –  jest nawet jeśli nie mrok, to raczej mało pozytywna aura. Nie miałeś nigdy ochoty na jakąś odskocznię, coś funkowego, bluesowego?

Nie potrafiłem nigdy grać bluesa i funka, ale chętnie bym spróbował. Pewnie coś takiego w przyszłości nagramy.

W zeszłym roku nagrałeś płyty z Furią, ARRM i Mentorem – każda z nich została niezwykle doceniona przez krytyków. Czy był to dla ciebie duży zastrzyk pozytywnej energii, czy raczej podchodzisz do tego obojętnie?

Większość projektów typu ARRM czy Mentor to była chwilowa zajawka i granie ze znajomymi, niczego się nie spodziewaliśmy, tymczasem ludzie fajnie to odebrali. To z pewnością napędza do ciągnięcia dalej tych projektów.

Mówiłeś kiedyś, że Furia to przede wszystkim zespół Nihila. Jaki był twój wkład w „Księżyc Milczy Luty”, byłbyś w stanie określić to chociażby procentowo, albo wskazać momenty albumu, gdzie miałeś pole do popisu?

Tak jak powiedziałeś, to są głównie pomysły Nihila. Przynosi gotowe kawałki, które wspólnie ogrywamy na próbie i każdy stara się dodać na tyle, na ile może coś od siebie. To jest jego projekt, my próbujemy się do niego dograć i tak powstaje całość.

Nihil przynosi ze sobą las, jak sam powiedział w jednym z wywiadów. Co w takim razie ty ze sobą przynosisz? 

Wydaje mi się, że przynoszę do tego lasu trochę powietrza, psychodelii i narkotyków (śmiech). Chyba tyle. Próbuję ubarwić to, co on zrobił.

Ustaliliśmy, że Furia to zespół Nihila. Który ze swoich pozostałych projektów postrzegasz najbardziej jako twój?

Praktycznie wszystkie. I Mentor i ARRM powstały przed zespołem Thaw, wtedy zostały jednak odłożone na bok ze względu na to, że zaczęliśmy działać z Thaw. Do każdego z nich wkładam wszystko co mam, wszystkie umiejętności, każdy traktuję poważnie i na równi.

Jak doszło do współpracy ARRM i Lonker See?

To była szybka akcja, zadzwoniłem do Bora i zapytałem, czy są zainteresowani – w pięć minut ustaliliśmy, że tak. My mieliśmy wcześniej nagrany jeden dwudziestominutowy numer, który nie zmieścił nam się na płycie, a oni weszli do studia i zarejestrowali improwizowany materiał w jeden dzień. Tak powstał split.

Dlaczego zdecydowałeś, żeby ten split nagrać akurat z nimi?

Bo bardzo podoba mi się ich płyta. Tyle.

Co planujecie dalej z Mentor?

Na pewno pod koniec roku nagrywamy nową płytę, w tej chwili pracujemy nad utworami. Chcemy też jak najwięcej grać na żywo, bardzo dobrze nam się razem gra.

Możemy się spodziewać kontynuacji muzycznej drogi obranej na „Guts, Graves and Blasphemy”?

Będzie ostrzej, może mniej rock n’ rollowo, ale na pewno ostrzej i szybciej. Na razie ciężko mi więcej powiedzieć, bo mamy dopiero początki dwóch numerów. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Słyszałem, że również z Thaw planujecie nagrywać nowe rzeczy. Na jakim etapie są w tej chwili prace nad płytą?

Z Thaw płytę już praktycznie kończymy, w tej chwili walczymy z miksami. Płyta powinna ukazać się do końca czerwca, a jeśli się to nie uda, to na jesień.

Wydaliście z Thaw kasetę „St. Phenome Alley”, która ukazała się w Unquiet Records w limitowanym nakładzie 120 sztuk. Dlaczego zdecydowaliście się na właśnie taki format?

Był to eksperyment, wszyscy w zespole w jakiś sposób interesujemy się muzyką improwizowaną, awangardową i chcieliśmy zobaczyć, co nam wyjdzie jeśli zabierzemy się do tego jako zespół.

I jak to twoim zdaniem wypaliło?

Mogliśmy zrobić to lepiej, ale jesteśmy zadowoleni. To był pierwszy rzut, może zrobimy coś takiego jeszcze w tym roku, może w następnym. Dla nas też jest to po prostu rodzaj szkoły, uczymy się improwizować.

Podobnego pod względem formatu czy improwizowanego charakteru?

Pod względem improwizacji, bo nie chcemy na razie zakładać, to to będzie. Po prostu wchodzimy do studia, gasimy światło i nagrywamy to, co nam wyjdzie i wybieramy. Może znowu dwa dwudziestominutowe numery, może jeden godzinny, może trzygodzinny…

W jakim formacie najchętniej słuchasz muzyki? Są to cedeki, czy może jesteś zwolennikiem brzmienia winyli?

Obecnie mam w domu tylko adapter, więc słucham muzyki tylko z adaptera. Nie pogardzę jednak CD czy kasetą, jestem fanem wszystkich nośników, nie robi to dla mnie dużej różnicy.

Twoim zdaniem muzyki takiej jak Thaw czy nawet Mentor warto słuchać na winylach? Panuje przekonanie, że jak jest winyl, to powinna być to muzyka raczej dynamiczna, rockowa, progresywna…

Też bardziej gustuję w takich klimatycznych płytach na winylach, ale uważam, że wszystkie te nasze projekty nie są stricte metalowe, jest w nich jakieś zacięcie rockowe i w moim mniemaniu całkiem przyjemnie się tego słucha.

Pytanie na prawie sam koniec, w nawiązaniu do pewnego zdjęcia, które wrzucił Wojtek Kałuża po jednym z waszych koncertów… Chyba rzadko kiedy można cię zaobserwować uśmiechniętego. Zdarza ci się pokazywać swoją bardziej pozytywną stronę na koncertach?

Tak to wychodzi, bierze się to chyba ze skupienia: mam dużo rzeczy do ogarnięcia, różne efekty, martwię się, żeby nic się nie zepsuło, staram się jak najlepiej zagrać… Stąd chyba wychodzi ta cała powaga, taki po prostu jestem. Poza sceną jestem totalnie pozytywny.

Czyli ta prezencja sceniczna nie jest wynikiem mrocznej natury?

Nie, nie mam mrocznej natury (śmiech)

Wspominałeś już o Thaw i Mentor. Jakich jeszcze płyt z twoim udziałem możemy się spodziewać w tym roku? Trzech, czterech, może więcej?

Myślę, że więcej. Na pewno będzie Thaw, Mentor, ARRM, z Furią też robimy już coś nowego, nie wiem, czy uda nam się wbić jeszcze w tym roku jakąś EPkę. W planie mam jeszcze dwa albo trzy projekty. Pierwszy będzie zupełnie punkowy, drugi będzie w składzie ARRM z wokalistą, coś w klimacie The Black Angels, The Doors… Mam nadzieję jeszcze nagrać solową płytę, która będzie zupełnie niesłuchalna. To znaczy trzy solowe płyty, wszystkie niesłuchalne…

Ale to wszystko w tym roku?

Tak, taki jest plan. Chcę przebić poprzedni rok.

Michał Smoll

Michał Smoll

Redaktor

Więcej tekstów Michała:
TUTAJ